Pairing: 2min
collab : Haruka & Kurogane Daelim ( http://shineeloveforever.blogspot.com/ )
Gatunek: fluff romans
Tytuł : "Jemioła"
Od autorki : Nie było mnie tutaj około miesiąca główie przez sprawy rozinne oraz nadmiar nauki. Co tydień dopisywałam coś do planowanych rozdziałów aczkolwiek wszystkie są na wykońceniu. Razem z Kurogane planowałyśmy napisać coś razem juz dawno, aczkolwiek teraz nadarzyła się okazja. Po kawałeczku po kawałeczku i tak powstał ten 2min. Święta to czas łączenia wspólnoty ludzkiej czy wybaczania sobie, co nadaje ten czas miano " magicznych " świąt. Myślę,że ppołączenie prac autorek moze być na to dowodem : )
~Seul, 23.12.2015 rok
collab : Haruka & Kurogane Daelim ( http://shineeloveforever.blogspot.com/ )
Gatunek: fluff romans
Tytuł : "Jemioła"
Od autorki : Nie było mnie tutaj około miesiąca główie przez sprawy rozinne oraz nadmiar nauki. Co tydień dopisywałam coś do planowanych rozdziałów aczkolwiek wszystkie są na wykońceniu. Razem z Kurogane planowałyśmy napisać coś razem juz dawno, aczkolwiek teraz nadarzyła się okazja. Po kawałeczku po kawałeczku i tak powstał ten 2min. Święta to czas łączenia wspólnoty ludzkiej czy wybaczania sobie, co nadaje ten czas miano " magicznych " świąt. Myślę,że ppołączenie prac autorek moze być na to dowodem : )
Życzę wszystkim radosnych, ciepłych i spokojnych świąt, abyście poczuli tę magię na własnej skórze. W nowym roku pragnę wam życzyć, abyście nigdy nie tracili pogody ducha i wiary zarówno w siebie jak i w swoje możliwości. Odwagi, by zawsze znalazła się w najważniejszych momentach pozwalając walczyć. W końcu, życzę wam, byście podejmowali dobre decyzje i nigdy ich nie żałowali. I to, co jak dla mnie jest chyba najważniejsze, aby otaczali was ludzie, którzy nigdy was nie zranią, a jedynie wspierali na duchu wytrwale brnąc razem z wami w -nie zawsze kolorowe- tajniki życia, byście mogli nazwać ich kiedyś mianem " prawdziwych przyjaciół".
~Seul, 23.12.2015 rok
- Taemin, czy mógłbyś zejść na dół i pomóc mi w sprzątan-
zaczął grzecznie lider sprzątając cały dom z kurzu. Odpowiedziało
mu jedno głośne, wyraźne i zezłoszczone na cały świat dziecięce „ Nie! Odczep się!”
na co westchnął zrezygnowany dalej idąc w czerwonym fartuszku w reniferki ze
zmiotką do kurzu ku salonowi. Mamrotał coś niezrozumiałego pod nosem. Jonghyun
prychnął cicho znad swojego notatnika.
- A czego oczekiwałeś? Że rzuci ci się w podskokach jadąc na kucyku na tle kolorowej tęczy i jednorożców? – rzucił bazgrząc kolejny wers układanej piosenki . Lider zmroził dinozaura wzrokiem.
- Liczyłem na choć odrobinę wychowania od tego bachora. Cholera jasna on ma ostatnio gorsze humorki niż Key! – wykrzyknął uderzając drewnianą końcówka zmiotki o bukową komodę tupiąc przy tym nogą. Key prychnął z kuchni bacznie nasłuchując rozmów o jego ukochanym synku. Nie było wątpliwości,że wszyscy dostrzegli ostatnio często nadszarpane nerwy maknae, co objawiało się na własnie takich sytuacjach. Choć przed kamerą jak zwykle zdawał się być do bólu uroczy, to już za kulisami stawał się cichy, małomówny i zamknięty w sobie. Najbardziej panikował Key, którego matczyny instynkt został uruchomiony oraz -o zgrozo- włączony system ochrony i zabijania każdego, kto tylko zdenerwuje jego kochane dziecię. Trwało to tylko kilka dni, ku uciesze Jonghyuna, któremu najbardziej się obrywało z obu stron. Taemina, ponieważ dzielili razem pokój i musiał znosić nerwowość tancerza, oraz Key który wychodził z siebie za każdym razem kiedy słyszał gdzieś niezadowolonego czy nawet płaczącego maknae. Pół biedy, gdy krzyczał, bowiem prawdziwe piekło zaczynało się, gdy młody Lee zaczynał płakać. Ten, kto nie znał ciemnej strony Key, miał wtedy idealny przykład jego siły. Przez ostatni czas jednak nawet ten zaczął się zastanawiać nad częstotliwością i powodem zachował tancerza.
Wziął więc teraz swój kubek pomarańczowego cappuccino i
ruszył ku fotelowi siadając w nim delikatnie, na migi pokazując przy tym Jonghyunowi ,by zamknął drzwi. Zaciekawiony
zachowaniem divy ucznił to opadając ponownie na swoim miejscu. Jinki również licząc
na to, że Kibum coś wie, przysiadł na puchowym, kremowym dywanie w salonie obok
fotela rapera.
- Myślałem ostatnio o tej sytuacji. – zaczął popijając zamyślany słodki napój. Jinki ponaglił go gestem dłoni.
- No i co takiego wymyśliłeś? – rzucił Jonghyun patrząc na niego spod byka pewien, że to co powie Key będzie mógł śmiało skwitować i zapewnić, że on do tego doszedł już dawno.
- Minho.
-Co Minho?
-No Minho.
-Choi przecież siedzi za granicą –wtrącił zbaraniały Jonghyun.
- No właśnie! Czy naprawdę żaden z was nie zauważył i nie skojarzył wy bezmózgie patafiany ?! Taemin tęskni za Minho!
***
- Po co ja w ogóle zgadzałem się na wzięcie udziału w tym filmie... I to jeszcze przed świętami... - powiedział sam do siebie, po czym głęboko westchnął, zamykając oczy. Chwilę potem jednakże na jego twarzy pojawił się uśmiech. Udało mu się wybłagać u reżysera wolne do końca tego roku. Stawić się na planie dramy miał dopiero 3 stycznia. Minho wiedział już, jak spędzi Boże Narodzenie. Wróci do Seoulu, do swojego dormu, do SHINee, i spędzi z nimi wspaniałe święta, tak jak to już bywało od 7 lat, od kiedy byli zespołem, a w międzyczasie odwiedzi także swoją rodzinę. Miał już kupiony bilet na samolot powrotny do Korei, a data odlotu planowana była na dzisiejszą noc, więc następnego ranka będzie już w dormie, ze swoją „rodziną”. Mimo wszystko nie powiedział o tym jeszcze nikomu. Chciał, żeby była to niespodzianka, ale ostatecznie postanowił zadzwonić do swojego najbliższego przyjaciela z SHINee, Taemin'a. Wiedział, że chłopak bardzo za nim tęsknił, codziennie w końcu do niego pisał i dzwonił. Lee jest niezmiernie wrażliwą osobą i czuł się samotny nawet wtedy, kiedy tylko jednej osoby z SHINee brakowało. A już szczególnie w święta. A już najszczególniej, kiedy tą osobą był Minho. Dwaj maknae z grupy byli najbardziej związani. Zawsze przebywali razem, rozmawiali, śmiali się i wygłupiali. Na samo wspomnienie roześmianej twarzy Taemin'a Minho zrobiło się ciepło na sercu. Wyjął więc komórkę z kieszeni swoich jeansów i wybrał numer do chłopaka. Przyłożył ją do ucha, by usłyszeć cichy, delikatny głos po drugiej stronie linii.
- Halo?
- Cześć Minnie, tu Minho.
- Och! Hej hyung. Właśnie miałem do ciebie zadzwonić – Choi zachichotał. Cały Taemin.
- Tae, jestem bardzo zmęczony, zaraz muszę się zdrzemnąć, więc szybko powiem ci to, co mam ci do powiedzenia. I słuchaj uważnie, bo powiem to tylko raz.
- O co chodzi? Coś ci się stało?
- Nie nie, nic z tych rzeczy. Sprawa jest taka, że... na święta i Nowy Rok wracam do Korei! - przez dłuższą chwilę po drugiej stronie linii nikt się nie odzywał i Minho już miał zapytać przyjaciela, czy wszystko w porządku, kiedy ten nagle wydał z siebie pisk zadowolenia, który brzmiał niemalże jak dziewczęcy.
- Tak się cieszę, hyung! Zaraz powiem o tym pozostałym! Strasznie się za tobą stęskniliśmy! Dobrze, że też i te święta spędzimy razem.
- Także się cieszę. To co, widzimy się jutro?
- Widzimy się. Pa hyung, odpoczywaj~
- Pa Minnie~ – powiedział, po czym rozłączył się. Odłożył telefon na kredens i podłożył rękę pod głowę. Zamknął oczy, a na jego twarzy namalował się jeszcze większy uśmiech niż poprzednio. Entuzjazm młodszego bardzo mu się udzielił.
***
Złość Taemina była tak nietrwała jak zeszłoroczny śnieg. Uleciała bowiem z chwilą kiedy ujrzał na wyświetlaczy swojego telefonu napis " Minho hyung <3" i podskakującą uśmiechniętą, charyzmatyczną buzię na dotykowym ekranie nowego samsunga. Zabójcza aura stopniowo gasła pozostawiając miejsce stanowi niedowierzania. W jednej chwili poczuł się, jakby osunął mu się grunt spod nóg. Wypuścił telefon z dłoni, który opadł na poduszkę. Milczał czując jak serce napędzane tak wielką ilością emocji łomocze mu w klatce piersiowej. Rozbudził go dopiero głos Minho z słuchawki, którą natychmiast podniósł.Zamieniwszy z chłopakiem jeszcze dwa krótkie zdania rozłączył się i odrzucił gdzieś na bok urządzenie, zaczął uśmiechać się do siebie szeroko,po chwili rozpoczynając szaleńcze rzucanie po łóżku piszcząc przy tym jak napalona nastolatka.
Nie wierzył własnym uszom!
Jego kochany hyung wróci na święta!
I będzie z nim!
Zobaczy go na własne oczy i poczuje jego ramiona!
Taemin oplótł się ramionami mrużąc oczy, by siłą wyobraźni wywołać muskularne objęcia Choi dotykające go w pasie. Zamruczał delikatnie po chwili jednak otwierając ślepia i wyskakując z łóżka.Z promiennym uśmiechem otworzył drzwi do pokoju, czym prędzej pokonując odległość schodów. Poślizgnął się na białej skarpecie łapiąc szybko oddech, podczas rozpaczliwego trzymania komody na którą wpadł. Spojrzał na zaskoczonych członków zespołu patrzących na niego z dodatkową nutką strachu. Zlustrował ich spod grzywki prędko i uśmiechnął się jak dawniej - radośnie dziecięco bez ani jednej oznaki zmartwień czy ostatniej złości.
- Minho hyung wraca na święta! I zostanie do nowego roku! Hyung wraca! - radował się krzycząc następnie prostując się i podbiegając do Key by przytulić się do niego po czym, padając na kanapę, głowę umiejscowiwszy wygodnie na udzie Jonghyuna uśmiechnął się szczerze rozradowany wielce niczym dziecko z nowo kupionej zabawki.
- Naprawdę? - zapytał Jinki z niemałym zdziwieniem obserwując w zamyśleniu postać maknae.
- Menadżer dał mu wolne. Jinki hyung, musimy wszystko przyg-. Hyung nie cieszysz się? -zapytał podrywając się momentalnie z miejsca.
- Jinki, Minho jest naszym przyjacielem, którego już bardzo długo nie ma.. Dlaczego się nie cieszysz? - zapytał przekrzywiając głowę w desperacji niezrozumienia. Lider natychmiast uśmiechnął się ciepło klepiąc podopiecznego po ramieniu, po chwili wycofując się szybko
- Ciesze sie minnie, oczywiście,że się cieszę . zastanawiałem się tylko co nagadał menadżerowi.- odparł śmiejąc się głupio drapiąc przy tym nerwowo po karku. Taemin wzruszył ramionami odwracając się do Key.
- Mógłbym Ci jutro w czymś pomóc? Dziś chciałbym się wcześniej położyć. - zapytał swoją potencjalną matkę, którą jedynie uśmiechnęła się delikatnie starając się ukryć czarne scenariusze spalonego domu czy kuchni na obecność maknae w kuchni.
-Pomyślimy o czymś jutro, a teraz spać. Jutro dużo pracy! Muszę zrobić więcej jedzenia - westchnął ściągając swój ukochany fartuch. Tancerz przytaknął i w skowronkach pobiegł na górę zamykając drzwi szczelnie.Oparł się o drzwi wypuszczając z ust powietrze głęboko i wachlując się reką, drugą trzymając się za serce. Przymknął oczy próbując przywołać się do dziennego porządku. W rezultacie szepnął ciche stęsknione " Minho .." kucając na podłodze pod drzwiami.
***
Minho westchnął głęboko, przeciągając się na wszystkie możliwe strony. Musiał w końcu wyprostować się po tym całym czasie spędzonym wciśnięty w fotel samolotu. Teraz był już na lotnisku w Seoulu. Po skończonym przeciągnięciu rozejrzał się dookoła. Kilka sklepów było otwartych, inne zamknięte, jednakże wszystkie były równie pięknie przystrojone w świątecznym stylu. Z głośników wydobywała się bożonarodzeniowa muzyka, co jakiś czas przerywana komunikatami na temat odlotów i przylotów samolotów. Wszędzie pachniało. Minho uśmiechnął się. Tęsknił za swoim rodzinnym krajem.
Wziął walizki i skierował się do wyjścia z budynku. Na zewnątrz stało mnóstwo samochodów. Niektórzy przytulali się przed nimi lub w ich środkach, witając się zapewne po długiej rozłące. Inni niecierpliwie czekali, bębniąc palcami o kierownicę lub (jeżeli nie byli we wnętrzu samochodu) w szybę. Wśród osobówek można było dostrzec także kilka taksówek. Minho wsiadł do jednej i podał starszemu, koło pięćdziesiątki mężczyźnie adres dormu SHINee, do którego właśnie zmierzał. Facet skinął głową i już za chwilę byli na drodze, jadąc do celu. Minho oparł się wygodnie w fotelu, westchnął i zamknął oczy. Był zmęczony po podróży, ale obiecał sobie, że zanim pójdzie spać, porozmawia jeszcze ze swoimi przyjaciółmi z zespołu i pomoże im w pracach. No chyba że pozwolą mu od razu walnąć w kimono. W takim wypadku nie odmówi.
Minho prawie by zasnął, gdyby nie kierowca, który obudził go, gdy byli już u celu. Choi podziękował mężczyźnie i zapłacił mu, po czym wyszedł z pojazdu. Zabrał swoje rzeczy z bagażnika i stanął przed budynkiem. Uśmiechnął się i podszedł do drzwi. Zapukał, a już po chwili drzwi zaczęły się otwierać. Stał w nich Onew, przecierając oczy. Wyglądał na zaspanego i zmęczonego. Choi szybko zerknął na swój zegarek. No cóż, była siódma rano.
- Kto u licha... Och, Minho! - zawołał lider, od razu chowając wyższego chłopaka w swoich ramionach.
- Też się cieszę, że cię widzę, hyung – powiedział, na chwilę zamykając oczy i wtulając się w ciało Onew. Zaraz jednak otworzył je, słysząc czyjeś zawodzenie. Po schodach schodził właśnie Jonghyun, ubrany w swoją dwuczęściową, różową piżamę.
- No wreszcie jesteś, wielkoludzie. I dobrze, Taemin już dostawał jakiegoś ADHD jak cię nie było – wyszczerzył białe zęby w uśmiechu, zamykając chłopaka w ramionach. Zaciągnął się zapachem chłopaka. Jjong pachniał ładnie, zapewne kremem po goleniu, a on? Był cały spocony. Aż wstyd, i to jeszcze w święta.
- Mówiąc o Taemin'ie, to lepiej idź się z nim przywitaj. Im wcześniej będzie wiedział, że już jesteś, tym lepiej – odezwał się nagle Key. Minho przytulił i jego, po czym przytaknął chłopakowi i udał się na górę, do pokoju chłopaka. Zapukał delikatnie, lecz nikt nie otwierał. Chwycił więc za klamkę i powoli zaczął otwierać drzwi. Kiedy były już otwarte na oścież, poczuł ciężar na stopach i usłyszał ciche syknięcie. Spojrzał w dół i kogo zobaczył? No oczywiście że Tae, masującego tył swojej głowy.
- Minnie, co ty tu robiłeś, spałeś oparty o drzwi? - zapytał z uśmiechem, kręcąc głową i kucając przy chłopaku, by sprawdzić, czy aby nic poważnego mu się nie stało. Kiedy tylko Taemin otworzył oczy, rzucił się starszemu na szyję, piszcząc jak nastolatka.
- Minho-hyung, jesteś!
- Tak, jestem. Jestem zmęczony oraz brudny po podróży i zaraz będę martwy jeśli nie zluźnisz zaraz tego morderczego uścisku na mojej szyi – zaśmiał się, na co Taemin pokornie się odsunął. Chłopak położył mu rękę na policzku i przejechał po niej kciukiem. Minho poczuł się trochę niekomfortowo w tej sytuacji, ale nic nie powiedział.
- W takim razie idź się umyj i trochę prześpij.
- Tylko że wiesz, chciałem wam trochę pomóc w przygotowaniach...
- Nie martw się o to. Dopiero co wróciłeś, a jeszcze wczoraj na dodatek pracowałeś na planie! Ja pomogę reszcie, i tak zobowiązałem się wczoraj, że pomogę Kibum'owi-hyung'owi przygotowywać ostatnie dania. No, idź już do swojego pokoju – powiedział cicho, ostatni raz przytulając się do Minho, a następnie wstając i kierując się w stronę schodów. Mimo że Taemin już tego nie widział, Choi przytaknął i podniósł się z podłogi. Już za chwilę był w swoim pokoju. Opadł na łóżko, mrużąc oczy. Cieszył się, że był już w dormie. ***
Po wyjściu z pokoju Taemin w
radosnych podskokach i bijącym na gwałt sercem ruszył ku kuchni.
Nie wierzył
własnym oczom!
Jego kochany Minho wrócił.!
Właśnie w ten jedyny dzień!
Kiedy
ludzie łączą się pary zamykając w związkach i wyznając sobie uczucia.
To było
tak słodko nierealne, że miał ochotę pójść do pokoju Minho by skontrolować jego
obecność w domu. Przez chwile stanął w miejscu. " A jeśli to sen?"
przeszło mu przez myśl , jednak po niedługiej chwili już uspokojony wyśmiewając
w głowie swoje irracjonalne myśli stał za swoją potencjalną matką czekając na
rozkazy. Ten jednak zauważywszy go uśmiechnął się speszony. Był pewien, że
maknae odpuści sobie pomoc mu w kuchni. Bądź co bądź, ale Taemin w kuchni
zwiastował zło. A straż pożarna w dniu świąt w dormie była złą wizją, w dość mocnym
znaczeniem tego słowa.
- Taemin,
ja mam w tym roku dla ciebie... zadanie specjalne! - wymyślał na poczekaniu.
Tancerzowi oczy błyskały z podniecenia na sam pomysł, że mógłby zrobić coś tak
odpowiedzialnego, przez co zostałby zauważony i nawet pochwalony przez
ukochanego charyzmatycznego i perfekcyjnego w każdym calu Choi Minho.-
I..właśnie o tym zadaniu opowie ci Jinki! - powiedział szybko wypychając
młodego za drzwi . Promienny wyraz twarzy Taemina, jak szybko się pojawił tak
szybko znikł. Poszedł więc pełen nadziei do lidera mając na uwadze to, że lider
jest mężczyzną i nigdy nie oprze się magii kocich ocząt, proszącym o kość psom
oraz jemu. W oku zalśnił mu niebezpieczny błysk. Zapukał delikatnie do wrót
krainy Jinkiego. Odpowiedziało mu ciche ' proszę ' na co wkroczył na teren
własności lidera. Wokalista siedział na łóżku kartkując swój kalendarz, który
jakkolwiek by nie patrzeć był skarbnicą wiedzy SHINee, bo wskazywał tygodniowy
grafik wszystkich członków zespołu. Przysiadł więc przy nim patrząc na
skupioną twarz starszego Lee.
- Hyung, Key
umma mówił, że masz dla mnie zadanie specjalne. - powiedział z widoczną
nadzieją w głowie, że Key, go nie okłamał. Lider w jednej chwili zastygł w
bezruchu i skamieniał. Momentalna pustka w głowie nijak ratowała go z opresji.
Przechylił głowę w bok spoglądając na ciemne jak smoła oczy tancerza. Przełknął
głośno ślinkę. Nad głową lidera momentalnie zaczęły magicznie biegać małe
psiaczki i ucieszone kotki, czy inne uradowane do krzty zwierzątka. Przeklął w
myśli szybko po chwili spoglądając na karton w koncie pokoju.
- No
jasne ,że tak. Mógłbyś udekorować dom. Tam masz zeszłoroczne lampki i inne
takie.. tylko - urwał kiedy zobaczył bezgraniczną radość młodego Lee, który
ujrzał kilka lampek w kartonie - tylko proszę Taemin, nic sobie nie zrób- westchnął
lider. na co maknae prychnął śmiechem biorąc karton w dłonie i wychodząc z
pokoju na odchodnym rzucając
- I Kto
to mówi hyung. - po czym ze śmiechem dodał - Vice versa - patrząc jak lider
zaciął się kartką.
Maknae
ruszył z pudłem w kierunku swojej sypialni. Postawił ów na łóżko po chwili
zamykając drzwi szczelnie i podbiegając z bijącym sercem do szafki
nocnej. Otworzył małą szufladkę z dna której wyciągnął plik białych kartke
spiętych w jedną całość. Czuł prędkie bicie serca. Przerzucił wzrokiem cały
dokument po chwili odłożył go na bok podchodząc do lustra i poprawiając tam
swoją koszulkę. ' Akt pierwszy, scena pierwsza - ujęcie trzydzieste drugie '
przeszło mu przez myśl na co zarumienił się myśląc o trzydziestu innych razach,
podczas których ćwiczył te same kwestie.
- Minho
hyung, bo widzisz..Chciałem powiedzieć Ci to już dawno, ale wiesz jak to jest
prawda? Cały czas odwlekamy to, czego się najbardziej boimy w czasie lękając
się o przyszłość. Tylko, że hyung ja nie umiem już tak dalej żyć. Od dawna już podejrzewałem,
że czuję do ciebie coś więcej niż tylko przyjaźń. Coś większego. Początkowo
myślałem, iż będzie to wielka miłość typu braterskiej bądź przyjaźni, ale Minho
hyung.. teraz...teraz już wiem..bo widzisz... Kocham cię. - Kiedy młody Lee
otworzył oczy zorientował się, że nie pamiętał kiedy je zamknął. Spojrzał na
swe odbicie widząc ą całą czerwoną twarz i drżące dłonie. Po chwili jeszcze raz
spojrzał na plik kartek układając sobie w głowie cały wygląd miłosnego wyznania
Minho. Bał się, aczkolwiek licząc pozostałą ilość prób stwierdzał jasno,że nie
ma co się wycofywać. Chce mieć to za sobą.
- Dasz
radę, Taemin. Ćwiczyłeś to - warknął; na siebie by po chwili odłożyć starannie
plik scenariuszy. Tak scenariuszy. Taemin napisał kilka scenariuszy ze sobą i
mino w roli głównej. Była to na miedzy innymi scena wyznania uczuć, scena
pierwszego pocałunku, pierwszej randki czy oświadczenia zespołowi i rodzicom o
swoim związku.
Po
chwili z szerokim uśmiechem przepełniony wiarą w siebie ruszył z białymi
lampkami i kolorowym sznurem na schody przeplatając ów między poręczą. Bombki
pozawieszał na france w salonie wraz z malutkimi czerwonymi kokardkami.
Postawił obok telewizora dwie świeczki o wyglądzie mikołaja ozdobione szyszki
ozdobione koralikami poustawiał starannie na komodzie , gdzie widniały zdjęcia
ze wspólnie spędzonych lat. Ująwszy w dłoń jedno z nich przedstawiający zespół
na ich pierwszym koncercie zwrócił uwagę na siebie i Minho przytulających się
mocno jakby w lęku o siebie wzajemnie. Momentalnie nasunęło mu się na myśl
pytanie o tym, czy już wtedy kochał Choi? Potrząsnął głową patrząc jak Jonghyun
z Onew szykują stół. No tak, niedługo będzie kolacja. miał nadzieję, że Minho
się wyspał. Wziął ostatni koralikowy sznur rozglądając się po pokoju myśląc
gzie go zawiesić. Umiejscowiwszy go na futrynie drzwi sięgnął po ostatnią, nowo
kupioną rzec. Uśmiechnął się na widok zielonej jemioły. Wziął ją w dłonie
kierując się do miejsca obok choinki. Widniał tam mały hak przygotowany już kilka
dni wcześniej. Spojrzał w górę. Nijak nie sięgnie. Miał już skierować się do
kuchni po stołek, gdy poczuł te znajome silne dłonie na swoim pasie, które
podsadziły go ku górze by mógł spokojnie umiejscowić roślinę. Zaczerwienił się momentalnie
spoglądając w dół i widząc uśmiechniętą i wypoczętą twarz charyzmy. Zapatrzył
się przez dłuższą chwilę w te duże hipnotyzujące oczy po chwili zostając
rozbudzonym, przez liść jemioły na swoim policzku. Pisnął delikatnie biorąc
sznur i wieszając ów na haku. Przełknął ślinkę dotykając ramion Minho gdy go
stawiał na podłodze. Nieprzerwanie utrzymywał kontakt wzrokowy z ukochanym. W
jednej chwili wszytko wyparowało. Wokół otaczała się magiczna świąteczna
atmosfera przepełniona romantyzmem.
- Minho
hyung, bo widzisz... - zaczął z pamięci jak na automacie po chwili jednak czując
w głowie pustkę. - Kocham Cię - wyszeptał ledwo słyszalnie speszony
zarumieniony.
Minho otworzył szerzej oczy. Potrząsnął głową, po czym znów spojrzał na stojącego przed nim chłopaka. Nie wierzył w to, co właśnie usłyszał. Dopiero co wrócił do domu, obudził się po dłuższej drzemce, postanowił pomóc w przygotowaniach świątecznych i ów rzecz zrobił, a Taemin tak nagle, jak gdyby nigdy nic mówi mu coś takiego. Choi zamrugał kilka razy.
- Taemin, czy... czy mógłbyś powtórzyć?- zapytał. Młodszy chłopak westchnął.
- Hyung, kocham cię – powtórzył maknae, i widać było, że po tych dwóch symbolicznych słowach chciał dodać coś jeszcze, ale nie mógł, bo gula utknęła mu w gardle.
Minho teraz miał już pewność, że to, co usłyszał, było prawdą, a nie snem po ciężkiej, męczącej podróży. Choi nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. Analizował wszystko w swojej głowie. Zawsze wiedział, że Taemin bardzo go lubi. Ale nigdy nie sądził, że maknae może go aż pokochać. Przecież zawsze byli uważani za tak zgrany duet, za braci... Minho wiedział o tysiącach fanek, które parują ich i uważają, że 2min jest prawdziwy, ale nigdy nie brał ich wymysłów na poważnie, wyśmiewał je i wierzył, że to niemożliwe, żeby oni kiedykolwiek byli razem. Z drugiej strony... Nigdy nie zastanawiał się, czy rzeczywiście czuje coś do tego dzieciaka czy nie. Dla niego zawsze było oczywistym, że byli braćmi, przyjaciółmi, współpracownikami. Ale czy mogliby być kochankami? Oto właśnie było pytanie.
Minho przechylił lekko głowę, wpatrując się w młodszego chłopaka, który zaczął nerwowo się w niego wpatrywać żując dolną wargę. Choi uśmiechnął się. Taemin to słodki dzieciak.
- Wiesz Minnie, niby nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale... chyba nie będzie mi trudno cię pokochać – powiedział cicho, po czym wziął chłopaka w objęcia. Już po chwili poczuł na swojej szyi drobne rączki Taemin'a. Wtulił twarz w zagłębienie jego szyi, zaciągając się zapachem młodszego. Wąchał już dzisiaj resztę zespołu, chcąc czy nie chcąc, ale Taemin z nich wszystkich pachniał najładniej. Delikatnie, nieprzytłaczająco i niewyobrażalnie słodko.
- Minho-hyung... bo wiesz... my stoimy pod jemiołą... - zaczął nieśmiało młodszy. Choi chwycił go szybko za ramiona i odsunął od siebie, po czym popatrzył w górę. Fakt, przecież jeszcze minutę wcześniej pomagał Taemin'owi zawiesić roślinkę. Minho uśmiechnął się, spoglądając na chłopaka. Rozumiał, co młodszemu chodzi po głowie.
- No to szkoda byłoby tego nie wykorzystać, nie uważasz? - zapytał, po czym nachylił się w stronę chłopaka z zamkniętymi oczami. Już po chwili ich usta stykały się. To nie był francuski pocałunek, nie było w nim ani krzty języka. Proste zetknięcie się warg, wspomagane drobnymi ich ruchami, ale mimo wszystko Minho czuł się szczęśliwy. Przytulił maknae do siebie, wplatając dłoń w puszyste włosy młodszego. Cieszył się, kiedy poczuł (ponownie tego wieczoru) dłonie chłopaka na swojej szyi. Czuł motylki w brzuchu i wiedział teraz na pewno, że pokochanie Taemin'a nie będzie wcale takie trudne.
- Oj, chyba nie powinniśmy przeszkadzać – usłyszeli nagle głos. Oderwali się od siebie szybko i spojrzeli w stronę drzwi. Stała w nich cała reszta SHINee z Jonghyun'em na przedzie. Wszyscy uśmiechali się do nich.
- My właśnie... - próbował wytłumaczyć Minho, kiedy nagle podszedł do niego Key i zdzielił go w kark.
- Widziałem co wy właśnie i powiem ci na ten temat jedno, panie Choi. Jeśli skrzywdzisz mojego synka to tak długo jak jeszcze będzie istnieć SHINee, tak długo będziesz spał na dworze pod gołym niebem! - powiedział, a Minho szybko skinął głową. Key uśmiechnął się słodko jak gdyby nigdy nic i wziął Taemin'a w objęcia.
- Uważaj na niego, on jest jakiś dziwny... - wyszeptał do ucha młodszemu.
- Dobrze umma. Ale nie obrażaj mojego chłopaka – powiedział Taemin odsuwając od siebie Key. Na dźwięk słowa „chłopak” twarze wszystkich pokryły się rumieńcem. Niezręczną ciszę nagle przerwał odgłos burczenia w brzuchu. Wszyscy spojrzeli na Onew, domniemanego właściciela głodnego żołądka.
- No dobrze, wszystko fajnie, bądźcie sobie szczęśliwi i tak dalej, jestem z was dumny, a teraz idźmy już jeść – powiedział lider, chcąc w miarę z fasonem wybrnąć z sytuacji.
- Racja. Chodźcie już, bo nam jedzenie wystygnie – skwitował Key, po czym ruszył w stronę drzwi.
Minho i Taemin spojrzeli po sobie, uśmiechając się. Byli szczęśliwi nie tylko dlatego, że wyznali sobie swoje uczucia, lecz też dlatego, że nie musieli przechodzić tego całego stresu związanego z ukrywaniem się przed zespołem czy wyznaniem im, że są parą. Co więcej, chłopaki to zaakceptowali. Byli im bardzo wdzięczni z tego powodu.
- Święta są magiczne, prawda hyung? - zapytał nagle Taemin. Minho zaśmiał się.
- Są są – odparł starszy, porywając chłopaka na ręce i w stylu ślubnym zanosząc go do jadalni. Przez resztę bożonarodzeniowej kolacji ciągnęły się odgłosy śmiechu pięciu młodych mężczyzn.
***
Minho otworzył szerzej oczy. Potrząsnął głową, po czym znów spojrzał na stojącego przed nim chłopaka. Nie wierzył w to, co właśnie usłyszał. Dopiero co wrócił do domu, obudził się po dłuższej drzemce, postanowił pomóc w przygotowaniach świątecznych i ów rzecz zrobił, a Taemin tak nagle, jak gdyby nigdy nic mówi mu coś takiego. Choi zamrugał kilka razy.
- Taemin, czy... czy mógłbyś powtórzyć?- zapytał. Młodszy chłopak westchnął.
- Hyung, kocham cię – powtórzył maknae, i widać było, że po tych dwóch symbolicznych słowach chciał dodać coś jeszcze, ale nie mógł, bo gula utknęła mu w gardle.
Minho teraz miał już pewność, że to, co usłyszał, było prawdą, a nie snem po ciężkiej, męczącej podróży. Choi nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. Analizował wszystko w swojej głowie. Zawsze wiedział, że Taemin bardzo go lubi. Ale nigdy nie sądził, że maknae może go aż pokochać. Przecież zawsze byli uważani za tak zgrany duet, za braci... Minho wiedział o tysiącach fanek, które parują ich i uważają, że 2min jest prawdziwy, ale nigdy nie brał ich wymysłów na poważnie, wyśmiewał je i wierzył, że to niemożliwe, żeby oni kiedykolwiek byli razem. Z drugiej strony... Nigdy nie zastanawiał się, czy rzeczywiście czuje coś do tego dzieciaka czy nie. Dla niego zawsze było oczywistym, że byli braćmi, przyjaciółmi, współpracownikami. Ale czy mogliby być kochankami? Oto właśnie było pytanie.
Minho przechylił lekko głowę, wpatrując się w młodszego chłopaka, który zaczął nerwowo się w niego wpatrywać żując dolną wargę. Choi uśmiechnął się. Taemin to słodki dzieciak.
- Wiesz Minnie, niby nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale... chyba nie będzie mi trudno cię pokochać – powiedział cicho, po czym wziął chłopaka w objęcia. Już po chwili poczuł na swojej szyi drobne rączki Taemin'a. Wtulił twarz w zagłębienie jego szyi, zaciągając się zapachem młodszego. Wąchał już dzisiaj resztę zespołu, chcąc czy nie chcąc, ale Taemin z nich wszystkich pachniał najładniej. Delikatnie, nieprzytłaczająco i niewyobrażalnie słodko.
- Minho-hyung... bo wiesz... my stoimy pod jemiołą... - zaczął nieśmiało młodszy. Choi chwycił go szybko za ramiona i odsunął od siebie, po czym popatrzył w górę. Fakt, przecież jeszcze minutę wcześniej pomagał Taemin'owi zawiesić roślinkę. Minho uśmiechnął się, spoglądając na chłopaka. Rozumiał, co młodszemu chodzi po głowie.
- No to szkoda byłoby tego nie wykorzystać, nie uważasz? - zapytał, po czym nachylił się w stronę chłopaka z zamkniętymi oczami. Już po chwili ich usta stykały się. To nie był francuski pocałunek, nie było w nim ani krzty języka. Proste zetknięcie się warg, wspomagane drobnymi ich ruchami, ale mimo wszystko Minho czuł się szczęśliwy. Przytulił maknae do siebie, wplatając dłoń w puszyste włosy młodszego. Cieszył się, kiedy poczuł (ponownie tego wieczoru) dłonie chłopaka na swojej szyi. Czuł motylki w brzuchu i wiedział teraz na pewno, że pokochanie Taemin'a nie będzie wcale takie trudne.
- Oj, chyba nie powinniśmy przeszkadzać – usłyszeli nagle głos. Oderwali się od siebie szybko i spojrzeli w stronę drzwi. Stała w nich cała reszta SHINee z Jonghyun'em na przedzie. Wszyscy uśmiechali się do nich.
- My właśnie... - próbował wytłumaczyć Minho, kiedy nagle podszedł do niego Key i zdzielił go w kark.
- Widziałem co wy właśnie i powiem ci na ten temat jedno, panie Choi. Jeśli skrzywdzisz mojego synka to tak długo jak jeszcze będzie istnieć SHINee, tak długo będziesz spał na dworze pod gołym niebem! - powiedział, a Minho szybko skinął głową. Key uśmiechnął się słodko jak gdyby nigdy nic i wziął Taemin'a w objęcia.
- Uważaj na niego, on jest jakiś dziwny... - wyszeptał do ucha młodszemu.
- Dobrze umma. Ale nie obrażaj mojego chłopaka – powiedział Taemin odsuwając od siebie Key. Na dźwięk słowa „chłopak” twarze wszystkich pokryły się rumieńcem. Niezręczną ciszę nagle przerwał odgłos burczenia w brzuchu. Wszyscy spojrzeli na Onew, domniemanego właściciela głodnego żołądka.
- No dobrze, wszystko fajnie, bądźcie sobie szczęśliwi i tak dalej, jestem z was dumny, a teraz idźmy już jeść – powiedział lider, chcąc w miarę z fasonem wybrnąć z sytuacji.
- Racja. Chodźcie już, bo nam jedzenie wystygnie – skwitował Key, po czym ruszył w stronę drzwi.
Minho i Taemin spojrzeli po sobie, uśmiechając się. Byli szczęśliwi nie tylko dlatego, że wyznali sobie swoje uczucia, lecz też dlatego, że nie musieli przechodzić tego całego stresu związanego z ukrywaniem się przed zespołem czy wyznaniem im, że są parą. Co więcej, chłopaki to zaakceptowali. Byli im bardzo wdzięczni z tego powodu.
- Święta są magiczne, prawda hyung? - zapytał nagle Taemin. Minho zaśmiał się.
- Są są – odparł starszy, porywając chłopaka na ręce i w stylu ślubnym zanosząc go do jadalni. Przez resztę bożonarodzeniowej kolacji ciągnęły się odgłosy śmiechu pięciu młodych mężczyzn.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz