Ontae
Miniaturka,a przynajmniej jak dla mnie bo krótki
Taki tam..niedługi. Skróciłam całą planowaną fabułę z trzech części do jednej. Tydzień temu nie pisałam bo romansowałam z "Odą do młodości" Mickiewicza ; ) Mam mieszane uczucia co do tego szczerze powiedziawszy
Po domu rozległ się donośny odgłos bitego szkła. Momentalnie cztery głów wyjrzały ze swoich pokoi zdezorientowane nagłym zakłócaniem błogiego odpoczynku. Spojrzeli na siebie wzajemnie po chwili orientując który z całej piątki musiał wywołać owy hałas. Zdziwieni,że nie był to kolejny akt nieudaczności lidera zeszli na dół widząc Taemina siedzącego na podłodze całego pochlapanego kawą zbierającego na podłodze duże odłamki kolorowego, jak również bezbarwnego szkła. Obok leżały czerwone kwiaty, które niedawno Jonghyun przyniósł z radia otrzymawszy w prezencie od fanek. Zdziwieni spojrzeli po sobie, po chwili rozstępując się delikatnie, gdy przepchał się przez nich Onew. Kucnął momentalnie obok maknae biorąc jego dłonie ze szkła po chwili mówiąc
- pokaleczysz się - patrząc przy tym troskliwie w oczy młodszego. Key podleciał do nich momentalnie słysząc zestawienie słów ' pokaleczysz" i świadomość,że chodzi o ukochanego synka.
- Minnie, wszystko gra? Co się stało? Jesteś cały w kawie! - krzyknął dotykając gorącej koszulki chłopaka i prędko zdejmując ją z maknae. Wzdrygnął się czując chłód na ramionach. Skulił się wciąż milcząc.
- A wy to na oklaski czekacie czy przepraszam na co ? Jonghyun już po mopa i nowy wazon, Minho pozbieraj szkło - rozkazał wszystkim głaszcząc Tae po głowie. Nie ważnie ile lat miał czy ile razy rozbierał się na scenie bowiem w oczach matki dziecko zawsze pozostanie dzieckiem. Tak i było z Key, który patrzył na Lee z przymrużeniem oka przez pryzmat dziecięcej przepełnionej urokiem niezdarności. Nawet ślepy by zauważył, że jedyną predylekcją Key jest Taemin. Syndrom matki mimo tylu lat nadal w nim tkwił. Nie zmieniał to nawet fakt, że mały Taemin złączył się z liderem. Dostał bowiem taką reprymendę, jakiej jeszcze nigdy Jinki nie otrzymał od szefa , czy menadżera. Wiedział,że Key jest nieprzewidywalny, szczególnie podczas dni, które Minho nazywał ' divowskim okresem ' tudzież ' chłopskim okresem ', jednak tyle godzin , słuchał o tym, jak łatwo jest zranić Taemina oraz gróźb kierowanych pod swoim adresem,że wyszedł z salonu wyczerpany zasypiając na fotelu w swojej sypialni. Przenosił go na łózko Taemin przykrywając troskliwie kołdrą .Wstydził się go przebrać. Zaczęli wspólny związek, aczkolwiek wchodzili w ów bardzo powoli. Zaczęło się od mniejszych-większych czułości pod przypisem tulenia. Później rozpoczęły się motyle pocałunki w czoło na dobranoc wkrótce przemieszczając na pyzaty policzek. Raz na jakiś czas łączyli się w delikatnym, czułym pocałunku przepełnionym niezdarnością a jednocześnie lękiem o odrzucenie. Póki co przystanęli na tym. Oboje akceptowali powolne wkraczanie w otchłań, jaką nazywali związkiem. Jinki obawiał się skrzywdzić Taemina, a ten z kolei obawiał się,że nie będzie wystarczająco dobry dla Jinkiego. Obu łączyło wielkie niedoświadczenie w związkach. Jinki za młodu był pilnym uczniem i nie miał czasu na dziewczyny, zaś Taemin zanim się zdążył obejrzeć miał zakaz pod groźbą wyrzucenia z SM.
Jednakże wracając do zaistniałej sytuacji. Wszyscy wyraźnie widzieli,że od dwóch dni zespołowy maknae stał się tajemniczo cichy enigmatyczny oraz niemal maksymalnie niezdarny. Nie dało się zauważyć roztargnienia najmłodszego oraz jego nadzwyczaj uaktywniony talent do pakowania się w kłopoty. To zadziwiające w jak wiele ich wplątał się podczas tych krótkich dwóch dni. Nikt nie wiedział co się stało. Próbował rozmowy Minho, jako ten, który zawsze pomagał małemu, Key, jako ukochana umma, do którego Taemin nigdy nie odważył się zapyskować czy sprzeciwić czy Jonghyun próbując przekonać go mlekiem bananowym, które, ku przerażeniu wszystkich nijak zadziałało na otwartość tancerza. Jedyna nadzieja była z Jinkim choć wszyscy dostrzegali poziom związku lidera z maknae. Onew spojrzał na Key prosząco, by oddalił się choć trochę pozwalając zając się Taeminem. Jinki martwił się o ukochanego. To nie było normalne u niego,że tak długo milczał. Należy również pamiętać,że Key jest również przyjacielem Onew, co w tej chwili, dodatkowo napędzany troską o synka , sprawiło,że zgodził się na apel lidera.
- Ale Jinki ja muszę posprzątać - powiedział wstając i odbierając mokrą koszulkę od divy. Onew jednak złapał ramię Taemina.
- Najpierw to ty musisz się umyć mój drogi. Jesteś cały w kawie. - powiedział biorąc w dłonie jeden z wilgotnych kosmyków jego włosów. Palcami rozchylił lekko sklejony kosmyk. Złapał za dłoń Taemina prowadzać ku jego sypialni, którą dzielił z Jonghyunem. Usadził go na miękkim łóżku podchodząc do szafy z której wyjął duży biały sweter i szare ciepłe dresy by rozgrzać jakoś tancerza. Wręczył złożone ubrania Taeminowi który spojrzał mu w oczy z bólem i lękiem.
- Taemin..powiedz co się stało, proszę - powiedział ujmując jego dłoń i muskając czule troskliwie. Oczy Taemina momentalnie zaszły łzami. Jinkiego wmurowało. Taemin rzadko płakał. Praktycznie wcale, Zespołowym płaczkami był Kibum i Jonghyun. Maknae wydawał się najtwardszy. Uodpornił się na wspomnienia o rodzinie, dlatego też nieprzyzwyczajony do takiego widoku lider, w pierwszych chwilach nie wiedział co zrobić. Młodszy uprzedził go jednak, natychmiast wtulając się w niego i chowając twarz zagłębieniu szyi. Zadrżał w dużych objęciach lidera. Dopiero wówczas Jinki oprzytomniał ucałowując go w czoło i głaszcząc po nagich plecach, które sprytnie i prędko nakrył kocem leżącym za nim. Okrył jego klatkę piersiową odrywając delikatnie od siebie i unosząc podbródek. Ujrzał łzy na aksamitnych, alabastrowych policzkach, których dotknął delikatnym muśnięciem dłoni bojąc się o każdy skrawek i centymetr swojego ukochanego. Serce lidera biło szybko, widząc przeszywające na wskroś spojrzenie chłopaka. Rzadko kiedy był w takim stanie. Było to niemal niespotykane, by maknae był czymś aż tak poruszony. Czuł jak jego zazwyczaj opanowane ciało opiera się ukazując drżenie dłoni, przez które wyczytać można było lęk z jakim podchodził do młodszego. Mimo wszystko, całym swoim sercem chciał, by gorzkie łzy bólu przestały lśnić na tak delikatnym policzki. Nie umiał patrzeć na płaczącego Taemina. Był na niego wyczulony. Dbał o o niego od zawsze jak o ukochanego braciszka, a odkąd zostali parą chęć zaoferowania bezpieczeństwa stała się jeszcze większa. Niewątpliwie był oczkiem w głowie Jinkiego, który przełknął ślinkę i jeszcze raz ujął twarz młodszego w dłonie delikatnie z duszą na ramieniu, poczynając przybliżać do siebie. Styknął się z nim nosem wciąż nie kończąc głębokiego kontaktu wzrokowego.
- Proszę..zaufaj mi. Pozwól mi wejść do twojego serca. Otwórz je przede mną - wyszeptał natenczas słodkim i opanowanym głosem. Enigmatyczność, jaka emanowała z postawy Jnkiego sprawiła,że tancerz zadrżał czując dreszcze na plecach. Jego oczy zaszły większą falą łez. Niemal natychmiast rzucił się w ramiona chłopaka przybliżając drastycznie blisko i drżąc nie do końca ufnie. Chłód bijący od tego kruchego ciała, który poczuł Jinki był nie do opisania i całkiem niezrozumiany przez starszego. Ni mógł pojąc jak to możliwe,że mimo tego zimna, jakim zarażał fizycznie tancerz, to Jinki wciąż czuł ciepło. Wtulił twarz w jego ramie zamykając oczy i uśmiechając delikatnie, czule. Wyczuwał jak napięte mięśnie tego psychicznie wykończonego dziecka powoli odpuszczają pozostawiając tylko błogi niestatek i nieme wyczerpanie. ' Csii ."szeptał składając coraz to czulsze pocałunki na bladej skórze ramienia.
- B-boję się Jinki.. tak strasznie się boję..- usłyszał załamany głos przepełniony całkowitą rozpaczą i lękiem. Wyczuł to. Czuł to szybkie bicie serca , teraz znajdującego się zaledwie kilka centymetrów od jego. Wszystko zasługą przylegającego do niego chłopca. Jinki ucałował raz jeszcze jego ramie przytulając twarz do swojej szyi oraz policzka. Przymknął oczy skupiając się całkowicie na sylwetce i postaci ukochanego. Nie miał pojęcia kiedy cały lęk i strach odszedł w zapomnienie. Został tylko spokój napawany błogą ciszą przerywaną cichymi pochlipywaniami. Szeptał kojące ' csiii ' ku ukojeniu drobnego serduszka.
- Jinki ja już nie dam rady.. j nie umiem.. dlaczego ja muszę wszystko zgubić? Dlaczego musiałem zgubić nawet jego?! - krzyczał w jego ramie nierozumnym spojrzeniem wpatrując się w .oczy ukochanego. Spojrzał na niego zdziwiony.
- Słońce, co zgubiłeś ? - zapytał przechylając głowę, na co ten rozpłakał się bardziej o wiele dramatyczniej i rzewniej. Przytulił się ze zdwojoną siłą powalając tym Jnkiego w tył, na łóżko. Płakał nawet nie kryjąc się z mocjami czy głosem. Zaskoczony lider zaczął głaskać młodszego po głowie ponownie upajając go czułymi słówkami.
- Zgubiłem mój szczęśliwy kamień! - pisnął zaczynając drżeć w opiekuńczych objęciach starego. - Bez niego nie mogę już nic zrobić! On mi dawał siłę by występować i energie na wstanie rano, na poprawne zaliczanie egzaminów nawet na te które się nie uczyłem. Jinkki ja go zgubiłem , rozumiesz? Musze odejść. Od dwóch dni nie mogę go nigdzie znaleźć. Co chwila się o coś potykam i jak ostatnia ofiara kaleczę. Jinki ja nie mogę bez niego.. to jakbym stracił serce - mówił szybko, nieco niezrozumiale poprzez wciąż rozszalałe serce i samą postawę młodego. Jinki oniemiał. Podniósł się do siadu razem z młodszym.
- Taemin, czy ja dobrze rozumiem? Myślisz,że cały sukces osiągnąłeś tylko dzięki kamieniowi? - zapytał wciąż niedowierzający Onew. Taemin nie odrywając się od cieplej klatki piersiowej lidera przytaknął zaciskając dłoń w pięść czym chciał stłumić kolejny szloch. Jinki natychmiast uniósł jego twarz tak, by spojrzał prosto w jego oczy.
- Taemin, jesteś świetny bez kamienia! Osiągnąłeś to wszystko dzięki swojej ciężkiej pracy, harówce przez którą nieustannie brnąłeś. Taemin, myślisz,że najlepiej tańczysz bo miałeś kamień? Myślisz, że zdałeś maturę i dostałeś się na studia bo kamień? Myślisz,że dostałeś się do SHINee bo kamień? - i miał już mówić dalej gdy przerwał mu młodszy:
- Nie hyung.. do SHINee to los, bo wtedy jeszcze nie miałem kamienia. - wyszeptał ponownie spuszczając głowę. Jinki natychmiast przytulił go bliżej siebie kurczowo zamykając w objęciach.
- A czy nigdy nie pomyślałeś o tym,że to dzięki tobie? A nie żadnym symbolom czy talizmanom?- zapytał lider delikatnie nimi kołysząc.
- Proszę uwierz w siebie. to twoja wola walki o lepsze i o byt spełnienia pozwolił i uniemożliwił ci zajście tak daleko, a nie kamień. - szeptał mu do ucha nieustannie mając nadzieję,że przekona młodszego. Nie sądził,że młody Lee ma taki pogląd na swoją samorealizację.
Zapanowała głucha cisza, która przerwało nagle ciche pytanie Taemina:
- Jinki hyung..ale, gdybyś jednak nie mówił prawdy.. to będziesz mnie kochał mimo wszystko? Nawet jak zostanę taką nieułomną sierotą? - zapytał cichutko spoglądając na niego zaczerwieniony swoim wyznaniem. Jinki roześmiał się głośno całując go w czubek głowy.
- Oczywiście,że tak. No chyba nie sądzisz ,że kocham cię za coś? Taemin, miłość to bezkresne uczucie, które dopada nas znikąd i odbiera zdolność racjonalnego myślenia. Filozofowie od wieków starają się ją zdefiniować. Każdy określa ją inaczej, a kiedyś nawet słyszałem określenie, iż jest to choroba, ale..Taemin, Czy wiesz co do czego są wspólni? Wszyscy ci uczeni, którzy podejmowali się definicji miłość mówią o tym,że jest ona bezinteresowna. Nie kocham cię dlatego,że umiesz tańczyć czy coś innie bzdurnego słonko. Opowiem ci bajkę, dobrze?
Mały, grubiutki bobas z bielutkimi skrzydełkami napiął kiedyś, nie wiem dokładnie kiedy łuk i strzelił prosto w serduszka dwóch chłopców. Spojrzeli wtedy na siebie, nie do końca rozumiejąc co się właściwie stało. Nie rozumiejąc nic wzruszyli ramionami czując jednak jakąś zmianę w sobie. Oboje byli nieporadni w sprawach sercowych,toteż wtedy jeszcze nie wiedzieli,że to, co zmieniło ich życie to miłość. Mały kupidyn jednak strasznie przestraszył się gniewu swojego tatusia. Próbował wyciągnąć strzały z serc bohaterów, jednak je już dawno wchłonęły ich serca, które nawet nim się oni sami spostrzegli biły dla siebie. Wystraszony kupidyn zaczął poszukiwać najróżniejszych sposobów na to, by odkręcić swój czyn. Kusił obu chłopców wieloma dobrami, takimi jak sława, inne postaci, które może i były blisko ujęcia ich serc, jednak ..kiedy w końcu młodzi pojęli co ich łączy..złączyli się. Kochali siebie z całych swych serc.Kupidyn poszedł zrezygnowany do swojego ojca wyznając mu co uczynił. Mężczyzna uśmiechnął się wtedy spokojnie biorąc dziecko na kolana i mówią donośnym głosem :
- Widzisz synku, bo my, jako kupidyni mamy bardzo ważne zadanie. Miłość jest potęgą z jaką nic nie może się równać. Dlatego codziennie powtarzałem ci byś był bardzo uważny. Potęga miłości jest i będzie znana po wsze czasy. Nie ma znaczenia płeć czy też wiek, a przynajmniej z naszej perspektywy. Ludzie określili swoje normy, których według nich nie wolno przestrzegać. I choć związek tych dwoje na pewno nie będzie prostu, to patrz na nich z góry i obserwuj, jak silną emocją ich obdarzyłeś
Po dłuższej ciszy Jinki spojrzał na śpiącego w jego ramionach z uśmiechem spokoju wymalowanym na ustach Taemina, a już po chwili na jego dłoń znajdującą się w miejscu serca.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz