środa, 24 czerwca 2015

Pamiętnik

Opowiadanie - seria --- 1/3
Pairing: JongTae, element ontae, taekai
Gatunek: angst
Od autora: przepraszam za literówki i wszystko inne, czego nie zauważyłam sprawdzając.
Gomenasai!~
Autor: Haruka

~~~~~~~~~~~



10 kwietnia 2014 r ( Piątek )


  Kochany Pamiętniku, 
Tak to się pisze prawda? To ma być ten stały wers rozpoczynający wpis, hm? Przepraszam, że tak wypytuję, ale.. nigdy nie pisałem pamiętnika. Dziwne? Nie wiem. Zawsze myślałem, że to sprawa specjalnie dla dziewcząt, a nie dla chłopców. Ostatnio jednak zacząłem rozmyślać nad zmiennością moich uczuć. Stanu emocji oraz nad tym, czy za parę lat przeczytam te zapiski i pomyślę: 'Chciałbym mieć teraz takie problemy, jak wtedy.' Nie jestem pewien. Bardzo żałuję, że nie mogę przepowiedzieć przyszłości. Wiedziałbym jak skończy się moje życie.
 Czy będę sam.. czy może jednak z nim?
 Czy kiedyś zmieni się moje nastawienie do miłości?
Czy nie zachoruję?
Czy kiedyś się jeszcze zakocham?
A może dowiem się dlaczego wrócił?
I może powie mi kiedyś.. Czy naprawdę mnie kochał?




Czy naprawdę chcę wiedzieć? Nie jestem do końca pewien, czy tak jest. Wiedzieć i w ostateczności cierpieć przez resztę życia skazanym na porażkę innych serc, łudząc przy tym osoby, które możliwie pokochają mnie, czy lepiej jest nie znać prawdy o uczuciach osoby, która.. rzekomo nas kiedyś kochała?

Ten pamiętnik chciałbym ofiarować mojej miłości. Naprawdę Cię przepraszam pamiętniczku, bo może nie chcesz bym pisał o tym, ale.. to chłopak. Przyjaciel z piaskownicy. Ma na imię Jonghyun Kim. Dwa lata temu wyjechał nic mi nie mówiąc. Słyszałem o nim później w internecie, gdy umieszczał nagrania na strony internetowe, gdzie śpiewa i gra. Sądzę, że ma specyficzny, ale piękny głos. Jego palce szarpiące struny gitary, wręcz płyną po wzburzonych falach melodii. Kompozycje zazwyczaj są melancholijne i przygnębiające. Czasem na blogu tłumaczy czemu tak jest. Mówi, że za kimś bardzo tęskni, ale.. że ten ktoś nie wróci, bo prawdopodobnie umarł. Naprawdę nie wiem o kim on mówi. Chciałbym do niego napisać.. ale.. kiedy zabierałem się do pisania.. drżały mi dłonie. Łzy napływały mi do oczu, a ciało paraliżowało. Myślałem, że to z powodu formy, - bo moją pierwsza próbą korespondowania był list - jednak.. nawet kiedy próbowałem w e-mailu.. kończyło się na ' Drogi Jonghyunie.' i milionami łez na policzkach.
Przepraszam bardzo pamiętniczku, ale dziś ci nie opiszę jak się poznaliśmy i o jego zniknięciu, ponieważ.. nie chce przepłakać całej kartki wpisu. Wybaczysz mi?
         Dziś jest rocznica jego wyjazdu. Dokładnie 2 lata. I dzisiejszego poranka.. stało się coś, czego nigdy.. naprawdę nigdy bym się nie spodziewał. 
Bo czemu miałbym podejrzewać spotkanie chłopaka, którego nie widziałem tyle czasu..
 tak po prostu na ulicy? Szedłem wtedy ze sklepu. Wieczorem miał przyjść do mnie Key, ponieważ sądzi, że już czas najwyższy zmienić mi fryzurę i image, ponieważ nieuchronnie zbliża się lato. Nie rozumiem czemu tak mówi, przecież moje loczki mi pasują. Nie potrzebuje zmiany. A może i tak? W sercu? Może znajdzie się taka osoba, która ponownie wróci do mojego serca i odremontuje je całkowicie? Pokaże co to znaczy.. 'miłość'..? Co to znaczy 'kochać'?
   Pierwszym uczuciem, które zdominowało moje ciało był niesamowity, paraliżujący szok. Nogi ugięły się pode mną z niedowierzania. Stałem jak wryty patrząc z szybko bijącym sercem na postać przede mną stojącą wtedy na dziale z przetworami mlecznymi. Zmienił się. Sądzę,że gdyby nie fakt, iż znam go tyle lat ,to nie wiem,czy byłbym w stanie go rozpoznać . Regularne odwiedzanie jego bloga opłaciło się. Zmienił fryzurę. Pisał co prawda o tym,ze zawiesza bloga, z powodu jakiegoś niezmiernie ważnego wyjazdu, jednak nie podał zdjęcia, jak to zwykle robi ani tym bardziej jakiejkolwiek innej formy--głównie w postaci nagrania. Na ostatnim miał brązowe włosy z blond grzywką na oczach, czole. Teraz..nie przypominał tego chłopaka ze zdjęć a już tym bardziej nie MOJEGO jonghyuna z tradycyjną, kruczoczarną czupryną. Kolor był dość..wyzywający i na pewno dla niejednej staruszki pozostawiający wiele do życzenia. Białe , lśniące włosy, dość blada, aczkolwiek opalona skóra i czarne okulary na nosie wprawiały moje serce w szybszy rytm. Podskoczyłem wsuwając nos w półkę z przyprawami. Dzieliła nas tak mała odległość,że swobodnie mogłem odczuć jego perfumy. Dziękowałem wszystkim dookoła za to,że ma słuchawki i dość głośno puszczoną muzykę. Słyszałem grający rock. westchnąłem znacząco rozmarzony wpatrując się w jego zakolczykowane uszy. Naprawdę zmężniał. Zwróciłem uwagę również na jego posturę ciała i niemal zakrztusiłem się własną śliną widząc muskularne ramiona opięte koszulką moro. Westchnąłem czując doskonale jak moje policzki przybierają kolor dojrzałych malinek. Pisnąłem chyba nawet za głośno, gdyż postać jonghyuna zaczęła się odwracać. Moje serce zawaliło młotem a głowa zaczęła pulsować. poczułem nagle..ciepłe ramiona, które dotknęły moich bioder. Odwróciłem się momentalnie plecami do starszego chłopaka robiąc tym samym pół piruet. Widząc przed sobą tak dobrze mi znaną postać, ucieszyłem się niezmiernie. Jongin uśmiechał się do mnie miło znad swojej czarnej grzywki. Często mnie tak witał. Albo przytulaniem od tyłu, albo tuleniem, już nie wspominając o podnoszeniu ku gorze. Często chwalił się siłą jak również pokaźnym wzrostem, którym dorównywał minho, co imponowało wielu dziewczynom. Nie powiem,że mnie nie ponieważ bym skłamał, jednak..nie widziałem w nim obiektu westchnień. Mimo takiego stwierdzenia większość naszej młodzieńczej społeczności myślała inaczej. Dajemy im powód, by tak myśleli, jednakże nie dlatego, by zrobić komuś na złość. Nie raz wychodziliśmy razem na spotkania wieczorne, czy imprezy dodatkowo wspólne hobby jakim jest taniec ubarwiało wiele damskich umysłów. Dlaczego pól miasta nas zna i bierze za parkę? Kim Jongin należy do exo. Znanego gangu.  Kto im podpadł..kończył źle. Postrach wszystkich szkół i uczelni. Naleli do nich chłopcy o zróżnicowanym wieku a Jongin był drugim najmłodszym. W każdym bądź razie kto nie kojarzył Exo był często radośniejszym człowiekiem, jak również wielkim szczęściarzem, ze nie uczy się z nim choćby jeden z paczki. Znałam ich wszystkich, aczkolwiek to z jonginem dogadywałem się najlepiej. Przejawiało się to własnie w powyżej wymienionych czynnościach. W tej chwili prawdopodobnie spadł mi z nieba. Słyszałem jak swoim niskim głosem zaczyna * jak się masz Ta-* nie dokończył z jednej prostej przyczyny. Zamknąłem mu usta. instynktownie nie myślałem nawet o późniejszych konsekwencjach. Chciałem tylko by Jonghyun mnie nie zauważył. To co stało się później mile mnie zaskoczyło i bardziej mnie utwierdzało w przekonaniu,że Kim Jongin jest jednym z najlepszych przyjaciół na świecie. Nie dokończył. Dlaczego? Pocałowałem go. Uniosłem się na palce oplatając szyje przyjaciela ramionami i musnąłem delikatnie jego miękkie usta. Czułem w jego ruchach początkowy szok i niepewność.  Po niedługim momencie jednak..wszystko ustąpiło pozostawiając miejsce namiętności troski a jednocześnie czułości. Tak, jest to możliwe , mimo tego,że większość kobiet trwa w przekonaniu,że można mieć albo męża który da ci bezpieczeństwo, alb kochanka, który ukoi niejedną z nocy. Dłonie Kaia zawędrowały nieco niżej. Prawą wsuną w tylną kieszeń moich spodni, zaś lewą przesunął po szerokości pleców dociskając mnie do siebie. Przełknąłem ślinkę zdziwiony jego zaangażowaniem. Zacząłem odruchowo masować jego kark delikatnymi ruchami sunąc po delikatniej, aczkolwiek ciemnawej skórze. Jeden, chytry ruch ze strony jongina powalił mnie z nóg. Ucisnął dłonią mój pośladek, zaś z moich ust wydał się jeden, niekontrolowany cichu jęk. Momentalnie straciłem równowagę lecąc w tył poprzez niemoc ustania na palcach z szoku jaki przeszył moje ciało na wskroś. Poleciałem w tył zapominając o wsyztskim pewien,że czeka mnie bliskie spotkanie z ziemią. Nie stało się tak jednek, gdyz Jongin oplutł mnie bardziej ramionami i przytulil do siebie kurczowo dyszac mi do ucha * a coż to za miłe powitanie?* wyszetał gdy tuliłem sie do niego. Zarumienilem sie chowajac twarz w jego ramieniu niesmiało* to..nasz domniemany zwiazek wszedl na nowy poziom * usmiechnalem sie i ujałem jego dlon czym predzej wychodząc ze sklepu*
















13 kwietnia 2014 ( Poniedziałek ) 


Kochany Pamiętniku..
NIE UWIERZYSZ CO SIĘ DZISIAJ STAŁO!
Poszedłem dziś do szkoły sam. Key pojechał później z powodu opóźnionych godzin lekcyjnych. Gdy wszedłem do budynku i skierowałem się do szafki.. tuż.. tuż przy niej stał on! Kim Jonghyun we własnej osobie. Wmurowało mnie w ziemię. Naprawdę nie wiedziałem co zrobić. Stałem i patrzyłem jak z uwagą słucha dyrektora. Chyba miał szafkę obok mojej. Serce mi zabiło niczym młot Thora (A wiesz, Pamiętniczku, że za tydzień idę z Minho do kina na Avengers?!) W głowie modliłem się, by mnie nie zauważył, jednak.. serce szeptało głośno 'Spójrz, spójrz w prawo!'. Miałem wrażenie ze wszyscy to słyszą. Na szczęście nikt nie ma wstępu do mojego serca. Tylko on. I wiesz co się stało Pamiętniczku..? Poszedł w drugą stronę. Byłem jednak w zbyt wielkim szoku by zwrócić na to uwagę. Moje serce zakuło boleśnie. W tamtej chwili nie wiedziałem już, czy to psychicznie czy fizycznie. Po prostu stałem i patrzyłem Jak obiekt moich dziecięcych westchnień spokojnie odchodzi w przeciwnym kierunku roznosząc wokół siebie radosna spokojna harmonijna aurę. Potrząsnął mną jednak Minho, który akurat wchodził prędko do szkoły, spiesząc się na trening drużyny piłkarskiej. Nic mu nie odpowiedziałem. Opornym krokiem ruszyłem w stronę szafek i wyjąłem z niej książkę. Poszedłem na lekcje. Gdy zadzwonił dzwonek usiadłem w ławce na końcu przy oknie i widoku na wewnętrzny dziedziniec szkolny jak i główne boisko. Basen był po drugiej stronie. Nie zauważyłem kiedy wszedł nauczyciel, ale rozbudził mnie jego donośny głos proszący dyżurnych o wygłoszenie ostatnich tematów lekcji oraz nieobecnych. Kim Sooyeon wstała i niezwykle szybkim tempem wymieniła brakującą liczbę osób jak i tych którzy zgłaszają nieprzygotowania do lekcji. W kilku zdaniach sprytnie streściła historyczne starcie miedzy Stanami Zjednoczonymi i Japonią szczegółowo opisując technikę żabiego skoku zastosowana przez USA. Uczniowie odetchnęli z ulga gdy dziewczyna odpowiedziała na  wszystkie pytania nauczyciela nie zająknąwszy nawet. 
     Nic nie pamiętam z pierwszych dwóch godzin, ale w końcu nadeszła przerwa obiadowa. Gdyby nie Key, który wpadł wyjątkowo zdenerwowany do klasy.. naprawdę nie ruszyłbym się z miejsca. Złapał mnie za rękaw. Poszliśmy na plac pod drzewo wiśni, jedyne na terenie naszej szkoły. Sypało obficie na nasze twarze swoimi kwiecistymi ozdobami. Lubiłem to miejsce. Miało swój urok , co przyciągało tu niejedną zakochaną szkolną parę. Pomysłem Key był plan, by Jinki biegł po ostatniej lekcji pod te drzewo zajmujac miejsce jednak i tak prywatnością nie grzeszyliśmy ponieważ po paru minutach siadały po drugiej stronie drzewa parę dziewczyn chichoczących nam nad uchem. wybuchowy charter Divy położył kres jednak tym zachowaniomi po paru krzykach juz nikt nie siadał w tym miejscu. Słyszałem jednak,że szkoła miała w planach zasadzić więcej drzew wiśniowych w trakcie nadchodzących wakacji. Usiedliśmy, a Key wyjął z torby swoje dzisiejsze śniadanie. Obiecał mi przynieść dziś kurczaki. Kiedy zobaczyłem jak wygląda drugie śniadanie Kibuma, moje, oczy wyskoczyły z orbit. On naprawdę zrobił to śniadanie w japońskim stylu! Przyniósł nawet zieloną herbatę dla siebie w termosie. I kiedy miałem odebrać od niego swoje mleko stało się.. coś czego znów bym się nie spodziewał. Kim Jonghyun.. stał przy nas. Uśmiechnął się do mnie blado. Na Key nawet nie spojrzał* Mogę się przysiąść? *zapytał. Naprawdę.. moje serce przystanęło - I JESTEM TEGO NAPRAWDĘ PEWIEN. Skinąłem lekko głową,a Key warknął. Jonghyun usiadł obok mnie i zlustrował.* Taeminah~  Masz takie piękne włoski. *powiedział z delikatnym uśmiechem. Łagodnie pogładził mnie po głowie, a do oczu napłynęły mi łzy. Otarłem je szybko znikając twarzą w drugim śniadaniu. Jonghyun wyglądał na skupionego.. niedowierzającego, ale i.. szczęśliwego. Czasem czułem jak zdejmuje mi z głowy pojedyncze białe płatki. Przeczuwałem doskonale jak moje policzki robią się różowiutkie, jak mała świnka - jak kiedyś stwierdził Minho, za co dostał po głowie od Key, gdyż powiedział, że jestem dużo ładniejszy niż mała świnia. . Niemal nic nie zjadłem podczas śniadania. Wnętrzności urządzały mi dziki rajd po wątrobie i sercu ściskając je przy tym. Key nie pozwolił Jonghyunowi odprowadzić mnie pod klasę. W sumie to nie było w tym nic dziwnego. Key zawsze nie lubił Jonghyuna. Przeważnie go wyzywał, ale ja i tak wierzyłem - i nadal wierzę, - że się lubią. Wciąż miałem mieszane uczucia co do tego spotkania. Całą przerwę panowało nad nami napięcie,które od czasu do czasu likwidowała cięta riposta Key czy nowy lśniący komentarz na temat ubiory danej dziewczyny. W tamtym momencie cieszyłem się jak nikt inny,że Key ma tak nieugięty i twardy charakter ponieważ tylko słuchanie jego głosy dawało mi silę, by nie rozpłakać się jak male dziecko. Nie wiem,czy zauważył,że się odsuwałem. Małymi centymetrami,ale w końcu usiadłem przy Key całkowicie. Teraz, gdy o tym myślę, to boje się,że Jonghyun poczuł się jak intruz  i już nie zechce z nami jeść. Ta myśl napawa mnie smutkiem. chce jutro iść do szkoły. Z niecierpliwością czekam tego dnia. To zaskakujące w jak szybkim czasie można zaakceptować i polubić szkołę. A może to sprawa osoby,czy osób tam przebywających ? 
    Po 5 lekcji nauczyciel powiedział nam, że możemy wracać do domu. Zasmuciłem się trochę, ponieważ dzisiaj kończyłem lekcje z klasą Key.. i z Jonghyunem.




________________

Trwa jeszcze poniedziałek. Co prawda za niecałą godzinę będzie już wtorek , jednak jako porządny obywatel Korei i właściciel tego dziennika- stwierdziłem,że może gdy będę używał owego słowa zabrzmię bardziej profesjonalnie i fachowo a nie jak nastolatka, którą rzucił pierwszy chłopak o ile nie brzmi to jak komedia słysząc to z moich ust. Może nie jestem nastolatką a NASTOLATKIEM,ale sadze ze nie powinno się zostawiać ludzi bez słowa.   Chciałbym opisać jeszcze to, co stało się wieczorem. Moim zdaniem jest to bardzo ważne dla rozwoju wydarzeń. A przynajmniej mojego nastawienia do sprawy. 

                Taesun wrócił dziś wcześniej z pracy i zastał mnie przy telewizorze oglądającego kolejną sztuczną historię miłosną rodem z telenoweli. W mediach po raz setny oglądałem te same sceny ubarwione inną aktorką czy obramowaniem. Wszystkie one miały identyczny motyw--nieszczęśliwa miłość, punkt kulminacyjny, jakim zawsze było jakieś tragiczne zdarzenie i końcowo klasyczny happpy end~ Jednym słowem opisując--banał. Nie wiem, czy braciszek poznał,że coś się stało, czy po prostu chciał być złośliwy, ale zaciągnął mnie do robienia obiadu. Słuchaliśmy razem muzyki z radia i każdy zajmował się swoją robotą. Nakryłem do stołu włączyłem telewizor, a raczej dvd na której był nagrany ulubiony film braciszka i rozłożyłem poduszki po kanapie wyjmując również koce. To miłe, gdy ktoś się o ciebie troszczy, prawda? Taesun przy posiłku wiele razy mnie przytulał, a nawet karmił! Byłem w siódmym niebie! Dawno nie spędzałem tak miło czasu z hungiem , ponieważ..nie miał po prostu dla mnie czasu. Ciężko pracował by nas utrzymać. Nie liczyliśmy na pomoc ze strony mamy, bo wiedzieliśmy doskonale,że sama ma ciężkie chwile. Chcieliśmy się do niej wybrać w wakacje, jednak nic z tego nie wyjdzie, jeśli sam nie znajdę jakiejś pracy dorywczej i nie zacznę odkładać na bilety. Chciałbym tez dać coś mamie. Coś co by zapamiętała , i miała ze sobą. Rzecz, która by rysowała uśmiech na jej twarzy i wspomnienia związane z nami. Rzecz jasna tylko te miłe. 
   Kiedy kończyliśmy wielki talerz sushi, naszykowany przez braciszka do drzwi zadzwonił dzwonek. Z trudem podniosłem się z jego klatki piersiowej. Może i nie był gdyby, a wręcz przeciwnie, jednak, jednak dla mnie komfortowy. Taesun siedział prosto a ja położyłem się na kanapie kryjąc  nas obu kocami i ułożyłem się wygodnie na jego klatce piersiowej tak, by się nie zakrztusić przy karmieniu jednocześnie móc gglądać film . Taesun wstał a ja usiadłem całkowicie za nic w świecie nie myśląc,że Jinki pojawi się w moich drzwiach. Prędzej podejrzewałbym Key, bo to on miał w zwyczaju wpadania do mojego domu o każdej porze dnia i nocy. Wystarczył tylko fakt,że usłyszał,iż coś jest nie tak. W kilka minut zjawiał się pod moim domem. Kiedyś walił w drzwi i budził tym samym wymęczonego po pracy Taesuna, wkrótce jednak otrzymał klucze do domu. Braciszek ufał Kibumowi, ponieważ widział jaki ma stosunek do mnie. Key starał się o to, by nic mi nie było, bym żył w dostatku, a gdyby choć jeden włos spadł mi z głosy--zabiłby. Zapewniał kiedyś o tym Jonghyuna. Dawno temu, kiedy dopiero nas sobie przedstawiał. Już w dzieciństwie miał matczyne odruchy, jednak to przy Kibumie, czułem się naprawdę bezpieczny, zrelaksowany i otulony prawdziwa miłością. Nie mowie w tym momencie o miłości fizycznej, czy tez o stany zauroczenia. Miłość do Key była coś w rodzaju kazirodztwa. Traktowałem go jak brata i przyjaciela w jednym. Był chyba na wyższym stopniu, niżeli sam Taesun jako rodzony brat, ponieważ jest zawsze przy mnie.  Z A W S Z E - niezależnie od sytuacji, powagi, sprawy. Potrafi mnie przytulic w trudnych chwilach, ale jednocześnie pouczyć. Doradzić, i delikatnie odmówić -o  ile to możliwe, bo key zazwyczaj stawia na swoim i nie ma innego wyjścia od posłuchania jego słów. Stanowczość  i odwaga to dwie cechy dominujące w charakterze i osobowości ummy - no można tez dodać upór i nieustępliwość. Zazwyczaj i tak wychodziło na dobre. W kwestiach mody i wyglądu zacząłem zawsze słuchac Key ponieważ dzięki niemu wyglądałem dobrze, a nie jak potoczne'idź i nie wracaj'.Podziwial Divę chyba za wszystko. Wyczucie stylu jednoczesna umiejętność..wszystkiego; gra aktorska, śpiew, taniec to tylko niektóre dziedziny, w których umma jest świetna, i poważnie bym rozstrzygnął to słowo z zamiennikiem 'doskonały'. 
         W drzwiach jak już jednak wspomniałem nie stał kim Kibum, lecz Lee Jinki. Z wilgotnymi włosami i rozwianą czupryną sprawiał wrażenie jakby przebiegł połowę miasta. Utwierdzał mnie w tym jednak również jego szybki oddech. Wstałem z łózka momentalnie podchodząc do niego z kocem na barkach. Troskliwie objął go ramionami za szyje uśmiechając się przy tym łagodnie. *hyung, czemu przyszedłeś?* zapytałem cichutko kryjąc go ciepłym kocem* zostaniesz na kolację z nami, prawda?* zapytałem, nawet bez zamiaru wypuszczenia chłopaka  naszego mieszkania. podszedłem z nim na kanapę patrząc na taesuna  z lekkim uśmiechem* nie jesteś zły,prawda? zrobiłbyś nam wszystkim coś ciepłego? muszę zamienić słowo z Jinkim* powiedziałem do brata i ująłem kawałek sushi w dłonie i wsunąłem w usta brata kucającego obok nóg jinkiego. * dobrze .dobrze porozmawiajcie sobie * powiedział cicho i zaśmiał się mierzwiąc mi włosy  i zniknął w obrębie kuchni. zlustrowałem szybko wzrokiem jinkiego. Opatulony w kokon z różowymi śladami na policzkach wyglądał jeszcze bardziej uroczo niż zwykle.Buchał swoim dziecięcym optymizmem i naturalnym zmęczeniem. Przytuliłem się delikatnie do onew.  
- Taemin..przybiegłem najszybciej jak mogłem..- wysapał mi do ucha
- d.dlaczego nic m.mi nie powiedziałeś?- zapytał wyswobadzając niesfornie dłonie spod koca i przytulając młodszego do swojego obojczyka. 
- Taemin, gdyby nie Key to bym nie wiedział..* rzekł -skąd miałbym wiedzieć ,że wrócił. Taemin wiem,co czujesz..- szeptał nieprzerwanie go przytulając. Łzy stanęły mi w oczach. 
- n.nie wiesz.. - wyszeptałem cichutko tracąc ostatki sił. Cały dzień udawać przed wszystkimi,że nie rusza mnie obecność Jonghyuna? Może i wydaje się banalne, ale takie nie jest. Tym bardziej,jeżeli jesteś otwartą osobą- tak jak ja. Dobry ze mnie aktor ponieważ nikt nic dziś nie mówił i nie napotykał o nim. Jednak jest tez opcja,że widzieli a nie chcieli mnie ranić. Wtuliłem się w koc i ciało przyjaciela
-h.hyung..ja...jestem..rozdarty. ja nigdy się tak nie czułem..nie mogę..na niego patrzeć..nie chce..nie chce go znać po tym co zrobił,ale..dlaczego tak ..parszywie bije mi serce? Gdy go widzę chce się na niego rzucić z płaczem. Powiedzieć, jak mi go brakowało. Jak było mi ciężko przez te dni..lata.  ale..zranił mnie..i..moja duma..wtedy zrówna się z błotem. Będę śmieciem rozumiesz? nie chce się odzywać pierwszy. Tak , wiem,ze to głupie, ale...ja tak bardzo go kocham.-  wypłakałem drżąc z emocji w dużych ramionach Jinkiego. Zacisnął dłoń na jego ramieniu
- hyung..ja tak bardzo nie chce..go kochać. Nie chce . Nienawidzę ... nienawidzę siebie za to,że mogę kochać osobę , która skrzywdziła mnie tak bardzo.. Jinki widziałeś w jakim byłem stanie -tak wiem, wiem brzmię samolubnie, ale ja..ja oddałbym wszystko by go nie kochać. - uniosłem zrozpaczoną twarz patrząc na niego. Blada twarz i zalane łzami mokre policzki ocierane kciukiem przez starszego.  Złapałem dłońmi twarz Jinkiego
- Zrób coś. rozkochaj mnie w sobie. Wyrwij mi serce. Rozkaż mu przestać rozumiesz?! Jeśli jesteś moim przyjacielem to zrób to! - krzyczałem. Widząc bezradny wyraz twarzy Jinkiego osunąłem się po jego policzku i wtuliłem w ramie chłopaka plącząc rzewniej
- P.przepraszam..naprawdę..przepraszam - Szeptałem mu do ucha skruszonym głosem. Spuściłem głowę szlochając w ramie Jinkiego trzymając roztrzęsiona dłonią swoje serce . Przyjaciel przytulił mnie troskliwie. 
- Taemin..spokojnie. to nie załatwi twoich problemów..csiii - Szeptał cichutko, kojącym tonem przy mojej głowie 
- D.dlaczego on wracał? Dlaczego ?  Żyło mi się dobrze..bez niego..a. .t.teraz.. j-ja n..n-n-ie-  dukałem chcąc unieść się i powolnie będąc na krawędzi rozhisteryzowania. Solista jednak nie ustępował i tulił do siebie mocniej. 
- Nie wiem dlaczego. Taemin, może on po prostu chce się pogodzić? - zapytał całując mnie w czoło czule. 
- Csiichutko minnie, spokojnie. nic ci nie zrobi. Jestem obok. Wszyscy jesteśmy z tobą; ja, Kibum i nawet Taesun. Nikt z nas nie chce byś płakał. Jonghyun wrócił i może ma dobre zamiary? Jeżeli tylko zechcesz..to porozmawiam z Key by pozwolił wam się spotkać. - Mówił kojąco, spokojnie Jinki nad rozbudzonym moim ciałem. -Nie pamiętasz,że poradzimy sobie,ze wszystkim Taemin?* zapytał przyjaciel z uśmiechem 
- Ja i ty~ na zawsze razem~ * uniósł moją dłoń i splótł razem ze swoją jednocząc dwie bransoletki ze sobą. Łączyły ze sobą czterolistną koniczynkę. Jinki kupił to na mi urodziny  po wspólnym ciężkim, minionym okresie ich przyjaźni, kiedy została zagrożona. Dubu pragnął podkreślić i pokazać , że wbrew temu co sadzę, on mnie nie zostawi, a będzie trwał przy moim boku podnosząc z ziemi gdy upadać będę.




 ~Ciekaw jestem czy Jinki hyung nie był również u Jonghyuna. 

Jinki jest moim przyjacielem z dzieciństwa. Znał moich rodziców i sprawę związaną z nimi na bieżąco poznawając nowe aspekty i szczegóły. Wiedział jako pierwszy o tym,ze Taesun hyung stanie się moim prawnym opiekunem. Był przy mnie gdy rodzice wyjeżdżali i przybiegł , gdy dowiedziałem się o katastrofie. Onew - lubi, gdy tak się na niego mówi, jakoby twierdzi,ze to brzmi bardziej zabawnie i wtedy umie wymyślić jakąś ciętą ripostę.- jest przyjacielem, o którym można marzyc.Nie wiem, czy istnieje coś, co by zniszczyło naszą przyjaźń, jeśli nie zniszczyła jej nawet..miłość?  Zauroczenie...?
             
*Lee Taemin siedział nerwowo w parku przy rzece Han po turecku bawiąc sie przy tym swoją bransoletką na nadgarstku i lewą stopą. Wieczór był spokojny,jednak wydawałoby się, że on i otaczająca go przyroda nie są jednością, a tragicznym kontrastem. Harmonijny, romantyczny  zachód słońca przepełniony pastelowymi barwami sprzyjał niejednej zakochanej parze i dodawał otuchy licznym zbłąkanym zaślepionym miłością duszyczkom. Początek wiosny sprzyjał nie tylko zwierzętom, ale również i ludziom. Taemin miał już serdecznie dosyć patrzenia na obściskujące się pary na każdym postawionym kroku we wszystkich stronach stolicy. Jako nieszczęśliwie zakochany w swoim przyjacielu robił się marudny i nieznośny. Idąc więc za głosem serca –i buzujących w nim efektów dorastania i późniejszego dojrzewania- postanowił zdać się na odwagę i wyznać ukochanemu swoje uczucia. Tak. Ukochaną osobą był chłopak. Starszy o 3 lata przyjaciel z dzieciństwa o imieniu Lee Jinki popularnie nazywany Onew. Charakteryzowało go niezwykłe poczucie humoru i umiejętność zachowania się w każdej sytuacji – zarówno tragicznej i peszącej. Umiał doskonale pocieszać i motywować, toteż szybko zaczął pełnić miano ‘ szkolnego powiernika spraw wewnętrznych’ jak to niegdyś określił Taemin. Cała jego natura przepełniona empatią i buchająca energią osobowość sprawiała, że Onew szybko stał się bardzo popularny wśród uczniów szkoły. Mimo natłoku zajęć związanych również z dodatkową nauką w szkole muzycznej Taemin nigdy nie narzekał na brak uwagi ze strony przyjaciela. Zawsze przy nim był i w swojej głowie wierzył że Lee Jinki będzie przy nim ażpo kres życia ziemskiego, aa nawet i później, gdziekolwiek los ich zabierze.. Głównie takie myślenie sprawiło że młody Lee został w takiej sytuacji jak teraz. Leżąc na trawie bezsilnie otoczony stroną złą i dobrą. Przepełniony kontrastowymi emocjami padł w tył na plecy uderzając pięścią o ziemię. Kto by kiedykolwiek pomyślał ze miłość może być taka kłopotliwa? W chwili obecnej zazdrościł wszystkim parom i osobom, które mają już przy sobie drugą połówkę żyjąc w kolorowym świecie bez zmartwień.  Położył bezsilnie swoją twarz na trawie z czołem opartym na jednej ręce. Krzyknął bezgłośnie zaczynając machać nogami niczym rozwydrzone dziecko, któremu rodzic nie zgodził się kupić lizaczka, czy innej niezwykle ‘ potrzebnej’ rzeczy . Ostatnią czynnością o jakiej pomyślał chłopak było to, że ukochany stoi właśnie nad nim i patrzy z politowaniem i rozbawieniem wymalowany, na twarzy. Chłopak ukucnął przy ciele młodszego kładąc dłoń na głowie nieświadomego przyjaciela. Ten zaś w jednej chwili poczuł tyle emocji w sobie, jak to tylko możliwe; Strach, lek przerażenie bezsilność czy niepokój, zaś po rozpaczliwym krzyku i przeturlaniu się z duszą na ramieniu kilka metrów dalej ..odetchnął z ulgą widząc postać swojego ukochanego hyunga. Odetchnął głośno i padł spokojnie na trawnik chowając twarz w dłoniach i dysząc w nie ciężko starając się szybko uspokoić. Jinki tymczasem  śmiał się głośno widząc reakcję przyjaciela.
-Hyung to wcale nie śmieszne - nadymał policzki delikatnie mimo to niezauważalnie z powodu wciąż leżących na twarzy dłoni. Jinki wstał z chytrym uśmieszkiem na twarzy podszedł do niego niezauważalnie troszkę przy tym przypominając panterę. Usiadł na pietach klęcząc przy młodszym i ujął delikatnie jego nadgarstki zdecydowanym, aczkolwiek przepełnionym delikatnością ruchem uniósł jego nadgarstek. Położył dłonie nad jego głową. Zszokowany i sparaliżowany Taemin patrzył na jinkieo oniemiały. Starszy nie odrywał od niego wzroku. Nieprzerwany kontakt wzrokowy sprawiał, że policzki młodszego zaczęły delikatnie lśnić purpurą. Zdawałoby się ,że czas wokół się zatrzymał . Nawet opadające kwiat wiśni zamarły w powietrzu zatrzymując swój ostatni lot na ziemię. Chłopiec przełknął głośno ślinkę a jego oddech przyspieszył. Onew puścił jego dłonie a Taes zaczął instynktownie unosić głowę ku górze przybliżając się do warg ukochanego. Był już na wysokości jego łokcia i zamykał rozmarzony oczy z prędko bijącym sercem i nagle..wszystko prysło. Dostał różowym kwiatkiem w twarz i zaczął śmiać się głośno, niekontrolowanie ponieważ..Jinki ujrzał skrawek brzuszka taemina i zaczął go łaskotać. Młodszy momentalnie złapał się za brzuch przypadkiem uderzając Jinkiego w głowę delikatnie na co ten zaśmiał się cicho jedna ręką masując zaś drugą pod koszulką młodszego gilgocząc. Ciało chłopaka wiło się na trawie bezsilnie z duszącym niemal chichotem. Jinki oczywiście zdawał sobie sprawę ze śmiertelnych łaskotek , które niejednokrotnie doskwierały młodszemu, co często wykorzystywał. Jeśli nie było mleka ani bananów,  zaś Taes miał zły humor to gilgotki zawsze działały. Pogładził go po włosach w końcu puszczając i pozwalając koledze odetchnąć z ulgą. Przełożył sie na plecy  układając głowę na złączonych kolanach Onew i trzymając się jeszcze za brzuszek *chyba dostałem skurczu policzków* chichotał jeszcze pojedynczo na co obaj wybuchli śmiechem. Takie sytuacji były częste w ich życiorysie. Śmiech lekarstwem na wszystko - jak to często powtarzał wiecznie uśmiechnięty onew. Taemin śmiał sie jeszcze dłuższa chwile radośnie korzystając z tego, że ten go wachluje. Spojrzał na niego z dołu lustrując wzrokiem twarz i cały uśmiech znikł z jego ust a pogoda ducha upłynęła razem  nim w jednej chwili. Ponadto świadomość, że jest tak blisko ukochanego, jednocześnie znając poziom ryzyka, które podejmuje zradzając swoje uczucia go przytłaczała, Taemin zamknął oczy siadając grzecznie naprzeciw niego. Spuścił głowę speszony
- Hyung.. bo ja chciałem ci coś powiedzieć..cos bardzo ważnego - zaczął cichym głosem , co spowodowało ,ze dubu przysunął się bliżej i objął go ramieniem. Serce młodszego zabiło prędko nieukojone. Miał nadzieję, że Jinki odwzajemnia jego uczucia. Lękał sie o zniszczenie wspólnej,  wieloletniej przyjaźni ,ale miał nadzieję, że Jinki go ...kocha. Przełknął głośno ślinkę obracając opuszkami palców bransoletkę. Nie uszło to czujnej uwadze solisty. Wyswobodził sie speszony z jego objęć czując juz na początku rozmowy łzy w oczach.
-.Hyung..ja od dłuższego czasu chce ci to powiedzieć, ale ,..może zacznę od tego, że za nic nie chciałbym zaszkodzić naszej przyjaźni. Naprawdę to ostatnia rzecz jaką pragnąłbym zrobić - powiedział ze łzą na policzku
-Jesteś najbardziej wartościowym przyjacielem jakiego moznaby mieć Lee Jinki. Jinki...Kocham cie - powiedział w końcu 3 ostatnie słowa na jednym wdechu z dłuższa przerwą. Ciało Taemina drżało a on sam speszony patrzył na swoje balado-różowe dłonie oparte na kolanie i ziemi. Nie umiał teraz spojrzeć na jinkiego, ponieważ..bał się jego reakcji. W głowie juz malowały mu się ciemne scenariusze, gdzie Jinki krzyczy na niego po raz pierwszy w życiu. Oczami wybrani widział jak uderza go w policzek i mówi, jak brzydzi sie nim .Taemin upada i zatacza sie w tył łapiąc za policzek. Czerwony ślad pali żywym, niegasnącym ogniem. Po policzkach młodszego rzewnie spływają łzy ogarnięty bezgraniczną rozpacza i lękiem przed starszym. Ten jednak nie chce słuchać. Kopie go w nogę i zdenerwowany zaczyna krzyczeć, że się nim brzydzi i zniszczył całą ich przyj- i nagle wszystko ustało. Zmieszany otworzył oczy czując przy sobie..objęcia jinkiego, który łagodnie go tulił do siebie.
-..H.hyung?- zapytał cichutko drząc.
- Taemin csiichutko. nic sie nie dzieje. Posłuchaj mojego głosu, dobrze? Skup się..*słyszał przy uchu. Czuł silny uścisk z którego pragnął jak najszybciej sie wyswobodzić -  Csiichutko minnie. jestem obok..csiii - szeptał starszy chowając sparaliżowane ciało młodszego w swoich dużych, opiekuńczych i troskliwych ramionach. Piwne , niemal czarne oczy tancerza zaszkliły się  natychmiast skutkując potokiem łez na policzkach.
-H-hyung..przep-praszaam* wyszlochał w jego ramię. Jinki przytulił go do siebie mocniej głaszcząc karmelka po tyle Glowy
- Csiichutko minnie. spokojnie. Proszę, otrzyj łzy i spójrz na mnie - powiedział i uniósł jego podbródek kciukiem ocierając policzki. Uśmiechnął sie do niego delikatnie i ucałował go w nosek jak to zwykle robił gdy Taes przestawał płakać. Młodszy zadrżał pod wpływem silnych uczuć.
- Taemin, kocham cie, ale..nie w sposób o jakim ty myślisz - zaczął spokojnym , opanowanym głosem obramowanym troską i poczuciem odpowiedzialności za drugiego człowieka. - ale wiem, że ty też mnie nie kochasz w taki sposób. - głaskał go po plecach kontynuując – wiem, że zranił cię wyjazd Jonghyuna, ale nie szukaj miłości na siłę. Ja wiem, że ci trudno, wszystkim nam jest trudno ,ale minnie to ,że będziesz oszukiwał siebie i mnie przy tym nic nie zmieni. Jonghyun nie wróci - mówił ,co przerwał jeden głośny krzyk
- NIE! TY NIC NIE WIESZ! NIC NIE ROZUMIESZ!* wydarł sie zrozpaczony wstając  z jego kolan i patrząc na niego. Jinki wmurowało w ziemie. Taemin nigdy nie krzyczał .Widział w jego ekspresji nadmiar emocji, co trafiło do niego doszczętnie i w jednej chwili pojawiło sie pytanie, czy może trzeba było zaufać i potwierdzić wersję Taemina? Ten jednak krzyczał histeryzując przepełniony smutkiem i goryczą

- KOCHAM CIE! WIEM ZE CIE KOCHAM ..O-on..ON NIE MA Z TYM NIC WSPOLNEGO * wydarł sie na cały głos i upadł na ziemie mdlejąc.*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz